Płotki z północy i wschodu Unii, które długo pływały wokół Wielkiej Brytanii, widząc w niej swojego opiekuna, szukają dziś nowych koalicji. Nie chcą dopuścić do tego, by Francja i Niemcy popchnęły je po brexicie w stronę coraz większej integracji, pisze Paul Taylor z POLITICO.
Powstają luźne koalicje krajów północnych przeciwko dominacji Francji i Niemiec w strefie euro oraz krajów wschodnich przeciwko unijnym pomysłom na lokowanie uchodźców
-
Jednocześnie doszło do ponownego ożywienia Grupy Wyszehradzkiej, do której należą Polska, Węgry, Czechy, Słowacja
-
Realna władza w Unii bierze się ze zdolności blokowania niechcianych zmian i kluczowe dla osiągnięcia pożądanego celu jest stworzenie mniejszości blokującej – wtedy twój głos liczy się przy stole negocjacyjnym z dużymi graczami
-
Większość regulacji w Unii przyjmuje się jednak większością kwalifikowaną, więc kraje stale szukają sojuszników, by mieć pewność osiągnięcia celu – mistrzami w tej sztuce byli Brytyjczycy
Dowodzona przez premiera Holandii Marka Rutte koalicja, skierowana przeciw francuskim pomysłom na większe współdzielenie ryzyka w strefie euro, oddała w ostatnich tygodniach ostrzegawcze salwy w stronę obu europejskich potęg.
Podobnie uczyniła grupa krajów Europy Środkowej przeciwna inicjowanym przez Niemcy staraniom, by każdy kraj przyjął jakąś część uchodźców oraz by powiązać pomoc regionalną z przestrzeganiem rządów prawa.
Rosnąca widoczność i asertywność obu grup to objaw nowej, chwiejnej równowagi sił w Europie. Największe ostatnio wstrząsy, jakie naruszyły stabilność Unii to: brexit; kilkadziesiąt propozycji reform zgłoszonych przez nad aktywnego prezydenta Francji Emmanuela Macrona oraz względna słabość niemieckiej kanclerz Angeli Merkel, która przeszła przez sześć miesięcy politycznego czyśćca, by stworzyć wielką koalicję.
Przyjrzyjmy się najpierw sojuszowi z północy. Kraje takie jak Szwecja, Irlandia, Estonia traktowały kiedyś Wielką Brytanię jak starszego brata w sprawach od wolnego handlu i liberalnej polityki gospodarczej po obronę suwerenności pieniężnej i opór wobec Rosji. Obecnie odczuwają bóle fantomowe po rychłej amputacji Wielkiej Brytanii i rozglądają się za nowymi sposobami, by bronić swego.
– Brexit nas osierocił – mówi pewien szwedzki dyplomata, pytany o to, dlaczego rządzona przez socjaldemokratów Szwecja podpisała się pod listem ośmiu przeważnie liberalnych krajów w sprawie przyszłości strefy euro (do której nawet nie należy). – Aż dotąd Wielka Brytania była czołowym graczem pośród dziewięciu krajów poza strefą euro, które biły się o to, by ich interesy nie zostały podeptane przez eurogrupę. Musimy znaleźć nowych sojuszników.
I tak oto powstaje luźny sojusz Holandii, Irlandii, Szwecji, Danii, Finlandii, Estonii, Łotwy i Litwy. Zwolennicy określają go jako XXI-wieczną wersję Ligi Hanzeatyckiej, grupującej kiedyś miasta kupieckie w średniowiecznej Europie. Brukselscy złośliwcy nazywają ją "Mark Rutte i siedmiu krasnoludków".
Jak twierdzą doradcy, prawicowo-liberalny holenderski premier, który przez pierwsze 10 lat na urzędzie wykazywał niewielkie zainteresowanie sprawami europejskimi, postanowił odegrać aktywniejszą rolę z powodu nagłego odejścia podobnie myślących Brytyjczyków.
Ruttemu chodzi głównie o to, by nie dopuścić, by kraje południa i wschodu sięgały do kieszeni jego podatników. Chce, by po wyjściu Wielkiej Brytanii mniejsza i lżejsza Unia obcięła wydatki, zamiast żądać od płatników netto, by uzupełnili wywołaną przez brexit dziurę budżetową w wysokości 12 mld euro.
Odrzuca on zgłoszone przez Macrona propozycje stworzenia budżetu strefy euro, powołania osobnego ministra finansów i parlamentu, co miałoby wzmocnić unię monetarną. Twierdzi, że kraje strefy powinny za to skupić się na prorynkowych reformach, które zwiększą ich konkurencyjność.
Jednocześnie w trakcie ostatnich trzech lat doszło do ponownego ożywienia Grupy Wyszehradzkiej (V4), do której należą Polska, Węgry, Czechy, Słowacja. Jej członkowie starają się odpierać naciski Komisji Europejskiej, by dzielić się uchodźcami, a także bronią dużych transferów funduszy unijnych do biednych krajów, które weszły do Unii po 2000 r.
Polska i Węgry próbowały wykorzystać grupę, by uchronić się przed europejskim ostracyzmem, jaki może je spotkać z powodu przejęcia kontroli przez władzę nad sądownictwem i mediami oraz tworzeniem nieliberalnego ustroju. V4 stara się poszerzyć wpływy, nawiązując współpracę w niektórych kwestiach z Rumunią, Bułgarią i krajami bałtyckimi.