Dzisiaj jest: 20.6.2019, imieniny: Bogny, Rafaeli, Rafała

Czy tylko Polacy klaszczą w samolocie?

Dodano: 6 miesięcy temu Czytane: 258 Autor:

.

Czy tylko Polacy klaszczą w samolocie?

Śmieją się z niego stewardesy i spore grono osób, które nigdy tego nie robią. Wbrew często pojawiającym się zarzutom, zwyczaj klaskania przy lądowaniu wcale jednak nie jest polską domeną. Skąd się wziął i kto klaszcze chętniej niż my?


 

Nad tym zagadnieniem pochylił się emerytowany profesor socjologii z Uniwersytetu Illinois (USA), Clark McPhail, który poświęcił swoje życie zawodowe badaniu klaskania jako ludzkiego odruchu.


 

Instynkt, ekscytacja i strach


 

Okazuje się, że brawa często rozlegające się przy lądowaniu samolotu pasażerskiego mają kilka przyczyn. Po pierwsze, wiele osób boi się latania. Klaskanie, które jest naturalnym odruchem okazywania aplauzu, to też instynktownie wyrażana ulga i radość, że podróż zakończyła się sukcesem.

Inna kwestia to to, że klaskanie bywa... zaraźliwe. Ale, jak zaznacza profesor, nie musi być, choć częściej zdarza się jednak, że jeśli otoczenie zaczyna klaskać, większość osób do niego dołącza.

Bywa też, że oklaski są formą wyrażenia wdzięczności dla pilotów za bezpieczne lądowanie w sytuacjach zagrożenia, na przykład przy silnych turbulencjach.

Co ciekawe, "główni zainteresowani" nie mają szans, żeby usłyszeć to z kokpitu. A obsługa samolotu zazwyczaj nawet ich o tym nie informuje. "Generalnie, nikogo to nie obchodzi", przyznaje w rozmowie z serwisem Mic.com stewardessa Kara Mulder. I dodaje, że jej koleżanki i sami piloci raczej z klaskania żartują, niż traktują je poważnie.

Ostatnim powodem, dla którego pasażerowie nie mogą się powstrzymać od bicia braw, kiedy koła samolotu dotykają już lotniska, jest ich ekscytacja. Podróż oznacza, że docierają do nowego miejsca - często na urlop czy wycieczkę, a to przecież coś pozytywnego.


 

Amerykanie i Żydzi


 

Według profesora McPhaila klaskanie to domena Amerykanów, którzy chętnie wyrażają swoje emocje - zwłaszcza te pozytywne. Ale ogółem najczęściej robią to... Żydzi. A dokładniej ci, którzy przylatują do Izraela.

Potwierdza to m.in. Marvin Goldman, który od prawie 40 lat lata tam niemal co roku i jak twierdzi, dosłownie za każdym razem jest świadkiem spontanicznej owacji pasażerów. "Czują przywiązanie do swojej ojczyzny. Dla nich to emocjonalne doświadczenie, przylecieć tu pierwszy raz albo powrócić", tłumaczy.

Ogólnie rzecz biorąc brawa jako wyraz ekscytacji czy szacunku nie są niczym złym. Według nowojorskiego eksperta od etykiety, Thomasa Farleya, "dopóki ta radość nie zamieni się w meksykańską falę, wszystko jest w porządku".

Wtórują mu polscy specjaliści od dobrych manier. Stanisław Krajewski uważa, że szczere oklaski zawsze są mile widziane, bo to forma podziękowania. Adam Jarczyński, dyrektor generalny Polskiej Akademii Protokołu i Etykiety, jest nieco bardziej powściągliwy i żywiołowe brawa radzi zastąpić "uśmiechem lub uściskiem dłoni" przy opuszczaniu samolotu. Sam jednak uhonorowałby pilota i to owacją na stojąco w sytuacjach, kiedy dzięki swoim umiejętnościom opanowałby jakieś zagrożenie.

Na koniec dla tych, którym mimo wszystko trudno się pogodzić z klaskaniem na pokładzie samolotu, przytaczamy radę od amerykańskiego mistrza etykiety:

- Są trzy opcje: dołączyć, uśmiechnąć się i przecierpieć albo nie wyciągać zatyczek z uszu aż do wyjścia z samolotu


 

Którą wybieracie?

Źródło: Internet
Zapisz się do newslettera:
Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych w celach marketingu usług i produktów partnerów właściciela serwisów.
Dodaj darmowe ogłoszenie: Praca - Nieruchomości - Motoryzacja - Sprzedaż - Kupno - Towarzyskie... Wszystkie ogłoszenia prywatne są zawsze bezpłatne :)